RSS
 

Archiwum - Listopad, 2007

>> Deep in the heart of darkness sparks a dream of light

29 lis

** Byłam z ludzikami na „Beowulf” w IMAX’ie. Bardzo mi się film podobał, nie trzymał się w 3/4 legendy ale ogólnie super.. Zakochałam się piosence końcowej.. Ciarki mnie przechodzą gdy słyszę refren.. haha *^^*

** A dzisiaj sobie wpadłam w poślizg wracając z pracy. O_O Niestety, jeszcze żyję. ;p W każdym razie miałam rozdygotane łapy i na szczęście nic poważniejszego się nie stało.

„a z przyjaciółmi też tak bywa, że są tylko ludźmi maja słabości, i tylko ta prawdziwa przyjaźń jest w stanie wybaczyć wszystko, ale takowe zdarzają sie bardzo nie często. trzeba mieć do tego wszystkiego dystans i nie angażować w przyjaźnie”

** Koniec z nadużywaniem tego słowa. ;)

** Szykuje mi się kilka imprez firmowych i prywatnych na przestrzeni nadchodzących 2 miesięcy. Chociaż te firmowe to mnie stresują… jak się zachować, jak się ubrać… ^^””

** Musiałam ostatnie 2 dni iść na 8:00 na zastępstwo za koleżankę. Nie było źle. Całkiem wesoło gdy Ania dzwoni i pyta czy już byłam na lunchu, -nie-, to nie idź, zaraz przyjdę, bo też nie byłam. ;p

** Żyję sobie dobrze.. chociaż zaskakuje mnie jak ludzie potrafią być nieomylni w swoich osądach. „Kto bez winy niech pierwszy rzuci kamień..” i mamy samych Świętych. :) Staram się nie myśleć.. znów odbija się na mnie nerwica, której pozbyłam się w liceum, szkoda, przykre, trudno. Ludzie są ludźmi.. Gdy nie możemy czegoś znieść czy zmienić odwracamy się od niewygodnych ludzi.. popatrzmy na nasze NAJBLIŻSZE otoczenie w którym akceptujemy najdziwniejsze wybryki (nie ważne jak bardzo nie zgadzają się z naszym poczuciem sprawiedliwości i moralności). Ah, ignorance is bliss… *^^*

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

>> I’m a bitch, I’m a lover …

13 lis

** Ostatnimi czasy zbiera mi się na refleksję (i napisanie nowej notki, co odkładałam chyba z tydzień). Dotyczącą poszczególnych rzeczy i ludzi jak i całości. Zastanawiam się czego tak naprawdę ludzie wokół mnie pragną, czego ja sama pragnę. Codziennie do pracy, ci sami ludzie, telefony, poczta, faxy, w chwilach nudy grzebię po necie. Na obiad zawsze idę koło 17:00, rzadko kiedy spotykam kogoś wtedy. 3/4 ludzi z biura pracuje do 16:00, do 18:00 zostają operatorzy, konserwatorzy itp. Biorę tacę, napój, wybieram coś z aktualnego menu, zjadam, odstawiam tacę i wychodzę. Nie siedzę patrząc się w okno, nie rozmawiam z współpracownikami (ze dwa razy mi się zdarzyło). Wracam do swojego biurka, do przeglądania setek stron, odpisywania na maile. Nawet zdarzyło mi się napisać dwa referaty w pracy – tam miałam czas i spokój. Nic mnie nie rozpraszało, 2 dni i referat jest. Wracam do domu, witam się zwykłym „cześć” i siadam do komputera i tak do 3:00 – 4:00 by potem późno wstać, wyszykować się do pracy, pożegnać się zwykłym „cześć” i nie ma mnie. Jestem coraz bardziej zmęczona, nie mam na nic czasu, a nawet jeśli mam to po pracy (zwłaszcza gdy taki ziąb za oknem) nie chce mi się ruszyć. Jedynym plusem jest ten kurs tańca, który mi się podoba i przynajmniej spotykam się z ludźmi. Mam też trochę czasu by pogadać z Inką. ^^

Nie chciałam się z wieloma rzeczami pogodzić, z tym, że nie pójdę do LO do którego chciałam, z wyjazdem mojej mamy, z tym, iż 18-te urodziny spędziłam zapłakana we własnym pokoju a gdy wyszłam zrobiło mi się jeszcze smutniej, gdyż musiałam znieść sąsiadów, których nie lubię, z tym, iż zmarnowałam 3,5roku życia nie w tym miejscu co trzeba, z tym, że nie pokazywałam komuś, że jest kochany, jak i wydarzeń, które do dziś mi w koszmarach wracają bo ich nie chciałam, bo nie potrafiłam się bronić. Ciężko jest się pogodzić, gdy ktoś odchodzi z naszego życia pośrednio albo bezpośrednio.. Znika na dobre albo tylko zmienia mu się status. Stałam się bardziej niezależna, może nawet trochę zimniejsza ale to chyba pomogło mi nie grzebać w uczuciach i zostawić sprawy jakimi są. Za dużo błędów, których nie można naprawić popełniłam i niech już tak będzie. Próbowałam, na swój własny kretyński sposób, ale tylko zawodziłam, a nie chcę zawodzić znów i znów, co to za przyjaciel/znajomy/partner, który ciągle zawodzi? Z drugiej strony, jeśli w kimś mieliśmy przyjaciela to podobno on tam wciąż jest.. Szczerze, to nie wiem. Myślę, czy faktycznie nie byłoby lepiej gdybym wtedy wyjechała. Może moje stosunki z większością ludzi zmieniłyby się (nie raz słyszałam jaka to jestem zła, wredna, etc etc) albo przynajmniej nie pogorszyły. Cholerne studia, zaczęłam cieszyć się dziwną radością, że mogłabym studiować za granicą, z dala od problemów. Jakoś tak jednak wyszło, że zostałam. Chociaż teraz pojawiają mi się czasem myśli w stylu „może fajnie by tam było? Może nie żałowałabym? Chyba byłoby całkiem wesoło mieszkać gdzieś w akademiku albo w wynajętym z innymi studentami mieszkaniu”. A z drugiej strony, tu mi dobrze, mam wszystko czego mi potrzeba. Chciałabym spojrzeć z perspektywy czasu, 5-6 lat, i móc z uśmiechem stwierdzić, że dobrze zrobiłam to i to i tamto też. ^^’

Czasem też tak sobie myślę, czy nie byłoby miło mieszkać samemu albo z kimś we „własnym” mieszkanku. Samemu się rządzić, utrzymywać. Perspektywa kusząca ale a) nie dałabym rady utrzymać się sama b) weselej mi w domu z rodziną. (^o^)v Szczerze mówiąc myślałam kiedyś czy nie fajnie byłoby mieszkać w kilka osób (miałam nawet konkretne na myśli)… ino nie było/nie ma takiej opcji. Czy to, że nam zależy okazujemy tylko mówieniem o tym? „Lubię Cię”, „Kocham Cię”, „Tęsknię”.. miło to słyszeć, robi się ciepło na serduszku, wyczekujemy, pragniemy usłyszeć, jednak równie dobrze zachowaniem i postępowaniem okazujemy wszystkie ważne i ciepłe uczucia prawda? .. Brakuje mi tej nici porozumienia, tej pewności, którą czułam 3 lata temu, 2 lata temu, rok temu czy nawet pół roku temu. Brakuje mi tego.. co sama kazałam umieścić na blogu „If I gaze at you with a little sad look hesitantly you will chuckle and say – I love You so much -”.

Notkę pisałam 3dni.. co sprawiło, że spora ilość treści mi uciekła a i tak nie liczę na to by ktokolwiek zagłębiał się w jej treść..

** Jestem genialna.. wsiadłam nie do tego tramwaju co trzeba i summa summarum zorientowałam się dopiero 3 przystanki przed pętlą. Zmierzałam ku Wileńskiemu na kurs bouncowania i dojechałam spóźniona. Całe szczęście, że inny tramwaj podjechał od razu. Inka też się spóźniła.. bo jej się metro usmażyło. Straszny smród spalenizny podobnież w metrze był, pociągi opóźnione o ok. 10min. Gdy ja wchodziłam do metra, to owszem, coś capiło ale nie tak potwornie. (^o^). Dobrze, że nic nie wybuchło.. teraz mielibyśmy stada zombie na ulicach.

** Śnieżek.. taki z deszczem, ale śnieżek. Zawsze gdy siedzę w pracy to za oknem pada. Gdy wychodzę pozostaje mi odśnieżanie autka. A oprócz tego posiałam gdzieś nauszniki i nie wiem gdzie. W uszka zimno a ja nie mam co na główkę włożyć. Y_Y … Edit: znalazły się. >_> Yay! Gdzie są moje rękawiczki z całymi palcami!? Szalik też mi coś skonsumowało.. zupełnie nieprzygotowana do zimy jestem -.- BTW chata już na wykończeniu – tzn. środek umożliwiający wprowadzenie się. U mojej babci, u rodziców i w gościnnym pokoju stoją już meble… Niesamowite ale.. moja mama po raz pierwszy od (bodajże) 3 lat będzie na Wigilii… :O

** Zauważam poważne problemy z przelewaniem myśli na papier..

~ It’s sad when people you know became people you knew.
When you can walk right past someone like they were never a big part of your life.
How you used to be able to talk for hours and now you can barely even look at them… ~

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS