RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2003

„Don’t be afraid, there’s nothing to fear…”

28 kwi

Ojej… postanowiłam sobie napisać notkę, a teraz pustki w główce. Szczerze mówiąc to tak średnio na jeża mija ten tydzień… Dzisiaj była klasówka z chemii. Urocze… Jeden z kolegów z klasy ma 6 pał i jedną 3 z matmy. Dużo osób ma kłopoty z tym przedmiotem. Zmieniono nam nauczycielkę na drugi semestr IIIkl… i widać efekty. Nie wiele teraz da sie zrobić, tuż przed końcem roku. Ale jakoś nie mam ochoty z ok.20 innymi osobami pisać poprawki w sierpniu… W tym roku odchodzi mi chemia, gegra, biola, infa, hista i mata. Z bioli staram się na 4, z infy na 5 (ale póki co mam dwie 4…), z histy na 4, z fizy i chemii pewnie 3… a z maty nawet 2 mnie ucieszy. Ta babka jest straszna :[. Wrrrrr… Znów długi weekend za 2 dni (teraz powinnam wypracowanko z polaka pisać… ekhu ekhu o szanownym Bryllu… skończę notkę i zacznę skrobać). Miałam wyjechać z Piotrkiem w górki do familii… ale chyba nic z tego. A szkoda. Wzięłam się dwa dni temu za sprzątanie pokoju – najwyższy czas. Zaczęłam się zastanawiać czy nie zrobić nocowania jak kiedyś – pięć osób: Ewelina, Sabrina, Yoshee, Gamet i Jasper. Było świetnie – moim zdaniem… a te wieczory… :) Wspomnień czar… Nie wiem dlaczego, nagle wszystkim Stręgielek się przypomniał. Możliwe, że dlatego, że to był jednak bardzo bardzo przyjemnie spędzony czas. Tak jak chcieliśmy… Wiele piosenek przypomina mi tamten czas… a teraz w głośnikach Rynkowski i jego „Natalie” a w głowie miliony obrazów w wakacji… Namioty… jedzonko z torebki, ładowanie telefonów, skate’y i ich rampy, draże, żaglówki, bunkry, Sabrina i jej grill, Olka i jej „gryzie, gryzie w rękę”. Chciałabym cofnąć czas i przeżyć to raz jeszcze. Wszystko! Nie ważne, że płakałam, że często byłam zła, że były sprzeczki… Ale po tym znów było słonko… „…jesień zbyt długa, w słońcu spłonie… a potem wrócisz nagle, porannym słońcem brzuz, lekko zapukasz i otworzysz drzwi… W milczeniu spojrzysz na mnie, i będę wiedział już, kochać i tracić, jest tak łatwo…” Mogłabym ten urywek zadedykować ludziom… Widać, że tracimy kontakt wszyscy, a mimo to, każdy zawsze dla każdego jest… Nie ma w moich oczach łez, ale coś w sercu boli… może za jakimś niespełnionym marzeniem? albo po odrzuceniu wielu wartościowych uczuć? A z drugiej strony… nie, nie żałuję… Wybrałam raz, a ja nigdy nie żałuję wyborów. Poszłam tą drogą… chociaż czasem trochę schodzę z niej, na trawę, aby usiąść… i popatrzeć na drobne kwiaty… na ptaki, małe jeziorko lśniące w świetle słoneczka… Wiatr jest ciepły… zamykam oczy… i czuję czyjąś obecność zawsze obok… lecz kiedy znów czas ruszać w drogę, nie mam tęknoty w sercu… tylko raz odwrócę się i spojrzę na sielankę… i na tą białą flagę… niegdyś przez kogoś złamaną i wyrzuconą. Trzeba walczyć o swoje! Życie jest ciężkie :) Eh nyo… Piesek rośnie i ma się cacy :) Gryzie po nogawkach ^^’ Mama wyjechała w sobotę – tata ja odwiózł i w niedzielę wrócił… Mam kartę miejską :P Nareszcie mogę jeździć gdzie chcę i kiedy chcę :DDDD jeeeeeeeeeeej! :P Ah… może zacznę pisać to wypracowanie? :) Pa pa

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„You see the world exploding every night, dancing in the sun a new born in the light…”

22 kwi

45.jpgOstatni wolny dzień… właściwie to już wieczór… Ciepły, spokojny… Chociaż ulewa przeszła – taka dziesięcio minutowa -. Nie wiem dlaczego, ale lubię jesienne i letnie deszcze. Maja w sobie coś co przyciąga mnie do okna… Poezją dla mojej duszy i serca jest jazda autobusem bądź tramwajem i patrzenie za okno… Na ludzi i świat w deszczu… To wszystko napełnia mnie dziwnym spokojem, nie ma złości, problemów… Nie liczą się nieuprzejme spojrzenia „panienek” z tapetą od włosów do pięt, nie liczą się niemili panowie śmiejący się jak zestresowane krowy… Błogo… Jednak, chociaż dzisiaj jest ten ostatni wolny dzień – siedziałam w domu. Sprzątałam, krzątałam się to tu, to tam. Pisałam SMSki do Piotrka, męczyłam Kivi… Miałam sprzeczkę z mamą… Popłakałam się – ale to tylko kilka gorzkich łez – Dla mnie przyjazd rodzicielki nie jest symbolem spokoju, radości, uspokojenia tęsknoty. To znak kłótni, płaczu i złości. Ja się zmieniłam, ona się zmieniła. Oduczyłyśmy się żyć ze sobą, a do tego mamy zbliżone charaktery, co u dwóch kobiet pod jednym dachem nie jest wskazane. Teraz jesteśmy po części rywalkami… nie o miłość, ale o dom, o rodzinę. Nie cieszę się gdy przyjeżdża, czasem życzę jej w myślach szybkiego powrotu do Wiednia. Czy tak powinno być? Matka i córka… tolerują się, może i lubią, ale czy nadal kochają?… Gdzieś zgubiła się ta magiczna więź o której pisze tyle mądrych książek, śpiewa tyle piosenkarzy i która jest prawie w każdym filmie obyczajowym. Nie było jej przy każdym ważniejszym wydarzeniu mojego życia… Powiedziała 13-letniej dziewczynce „Jesteś dorosła, radź sobie sama”… A więc radzę sobie… Raz lepiej, raz gorzej… Mam oparcie w wielu ludziach… Moimi pełnymi rodzicami są dla mnie ojciec i babcia, do których zawsze mogę przyjść… I ukochana osoba, która poświęca mi więcej czasu niż sobie. Ludzie ze szkoły – grupka znajomych, zwierzęta – Kivi, 2 króliki, kotek, trzy inne psy… To wszystko to teraz mój dom… Bezpieczeństwo. Jednak kiedy przyjeżdża matka – wystawia wszystko na próbę. Stara się zabrać, pogmatwać. Dlaczego nie cieszy się ze szcześcia córki? … Myphos znów robi swoje wywody.. To straszne tracić przyjaciela – część duszy i serca. Nie chcę go stracić (a w tle „Anastazja, Jestem”… Uwielbiam tą piosenkę…), nie chcę aby odszedł i zostawił ten ból. Wiem, że jego też boli to co się wydarzyło… Mimo wszystko… Myphosie – zostań… To takie płytkie… Ale jesteś mi potrzebny, jesteś potrzebny temu światłu które ukochałeś, które tyle zaczeło znaczyć, chcesz zabić to co sam stworzyłeś? Co za stwórca zabija ukochaną istotę? Znaczysz wiele, bardzo wiele, poznałeś moją duszę na wylot… Pamiętasz mój rysunek?.. Pamietasz swój hołd? Pamiętasz ile razy płakałam na Twoim „ramieniu”, ile razy „tuliłeś” się do mojego? Jaka więź łączyła dwa światy? Dokładnie rok temu straciłam kolegę.. zmarł na raka mózgu, Paweł, wspaniały człowiek, uśmiechnięty, optymista. Nikt nie spodziewał się jego śmierci, wszyscy mówili „Dlaczego akurat on?!”. Zawsze najbardziej kochani ludzie, najbardziej wartościowi, optymiści którzy jeszcze utrzymują ten świat przed zagładą szarości. On chciał żyć, chciał znów z nami – z moją klasą – pojechać na wycieczkę, znów nas zobaczyć, nie było mu to dane. Tłumy ludzi na pogrzebie, łzy, lament… A ktoś sam sobie odbiera to życie, które ktoś inny by tak chętnie wziął, tak pragnąłby żyć. To niesprawiedliwość, że pękają dorgocenne kamienie, a piaskowce na własne życzenie wietrzeją. Jakiś miesiąc temu minęł cztery lata od kąd zabił się Marco – mój pierwszy chłopak – wyskoczył z pociągu. Po co? Dla zabawy? Z głupoty? Myphosie… Nie bądź jak oni, obydwaj znaczyli dla mnie bardzo dużo, zostawili mnie. Dlaczego chcesz abym po raz trzeci straciła kawałek duszy? Stop lód… Chociaż raz, spójrz na życie jako na coś wartościowego … Wczoraj był piękny dzień… Wyciągneliśmy z Piotrkiem rowery i mieliśmy zamiar pojechać autobusem do centrum, a potem dalej na rowerkach. Niestety – trafiliśmy na baaaaardzo miłego pana w autobusie, który kazał nam przeczytać w ustawach dlaczego nie zgadza się na wprowadzenie rowerów… Cóż, jedyną rzeczą jaką tam znalazłam to to, że 1) rowery można przewozić w metrze 2) można przewozić bagaże o ile nie zasłaniają widoczności kierowcy i nie blokują przejścia… Trudne dni ma każdy ^^’ Posiedzieliśmy w Sasku (po dojechaniu tam na rowerach), potem u babci Piotrka (poznałam szanownego Maćka – kuzyna – który chyba się mnie bał ^^). Zjedliśmy obiadek i wróciliśmy do parku gdzie czekała na nas grupka osób (całe 4 ^^). Posiedzieliśmy jeszcze troszkę, pogadaliśmy, powygłupialiśmy się i trzeba było zabrać się w drogę do domku… Tym razem na pętli w centrum, pan ze 525 pozwolił nam zabrać rowery. Normalni ludzie też się zdarząją ^-^. W sumie przejechaliśmy około 30km. Jestem z siebie dumna, bo w życiu nie pomyślałabym, że tyle zrobię ^^’… Dzisiaj 22.04… dokładnie rok temu zaczęłam spotykać się z Piotrkiem… Nyu… dzisiaj nasza rocznica. ^^ Nie wierzę i myślę, że jak uwierzę to zacznę skakać z radości i śmiać się na cały dom ^^ Ten człowiek znaczy dla mnie więcej niż ktokolwiek inny… Mogę na niego zawsze liczyć, chociaż mamy sporo niepotrzebnych zgrzytów – czas to zmienić ^_^. W każdym razie, nie szanowny pan Piotr wie i nie śmie nigdy wątpić w moje uczucie do niego. Ono jest wielkie i będzie wielkie (albo jeszcze większe) i nigdy nie zmaleje. Mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza rocznica, że będzie ich conajmniej 50-siąt. Ufam mu bezgranicznie i nigdy nie brakuje nam tematów do rozmów… „Nothing can change my love to you…”… Wszystkim życzę szczerej, oddanej miłości… Ja już taką znalazłam… i nie zamierzam oddać (wiem, egoistka ze mnie ^^)… całusy dla mojego zwierzaka… i wielu słonecznych dni na Twojej… naszej… wspólnej drodze. Zawsze jestem obok…Kocham Cię ^.^ „Dziś będziesz mój, do ucha Ci szepnę, będzie Ci tak dobrze jak nigdy przedtem…”

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Darling, so there you are, with that look on your face…”

14 kwi

Wiem, że mało piszę, a raczej rzadko bo mało to na pewno nie. Chociaż zwrócono mi uwagę, że nie dbam o bloga… To chyba nieprawda… Jak najbardziej się nim interesuję, a i tak częściej na nim bywam niż kiedyś. Teraz mam informatykę.. srewer padł, więc możemy siedzieć na necie ale i tak mamy zadaną pracę. Dzisiaj klasówka z angielskiego z całego półrocza – nie boję się, bo czego? Piotrek zadowolony ze swojego bloga. Tak powinno być, cieszę się, że wszystko jest tak jak chciał. Jestem z niego dumna z powodu tej pracy w Decathlonie. Starał się, starał i wystarał ^^. Jemu zawsze się wszystko udaje – sczczęściarz. Niedługo, już bradzo niedługo minie rok odkąd jesteśmy razem. A tak w ogóle to wczoraj upiekłam ciasteczka – znów niektóre mają konsystencję deski ale są dobre (przynajniej mi smakują). Za cienkie porobiłam po prostu -_-’.eh nyu… Słoneczko świeci! ^^ Ślicznie jest! Ja chcę na dwór! :P C’ya

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS