RSS
 

Archiwum - Luty, 2003

„And the years go by so fast wondering how I ever made it throught…”

05 lut

Tak dawno nie pisałam nic… Nie zapomniałam o tym blogu, nie mogłabym, bo tu są wszystkie moje myśli i uczucia, po prostu nawet mi się paluchem kiwnąć nie chce aby cokolwiek tutaj zrobić. Mimo wszystko nadal jest moim domkiem. Miesiąc pod znakiem imprez – styczeń. Osiemnastka Gameta, impreza u Olki (pomijam wszcześniejszego Gametowego Sylwka)… Mniej bądź bardziej przyjemnie spędzone chwile. Miło było zobaczyć tych wszystkich ludzi znów i znów i poznać nowych. A z drugiej strony kiedy wyszłam od Shadow popłakałam się. Przestałam czuć się częścią tej familii. Tej grupki która kiedyś o mnie pamiętała i do której co weekend biegłam na 12 pod Maca. Przez chwilę chciałam jeszcze wrócić… wejść znów i powiedzieć, że jednak zostaję, a druga część mnie mówiła „Idź! Po co tam siedzisz?”. I poszłam… Nie chcę wracać jak żebrak, proszący o przyjaźń czy szacunek. Zastąpiły mnie inne osoby. Kiedyś, jedna z przyjaciółek powiedziała, że jeśli odejdę ze spotkań będą o mnie pamiętać… „A pamiętacie jak Olivia powiedziała… No tak, Olivii już nie ma”, zaś druga że jestem duszą towarzystwa i beze mnie jest cicho i inaczej, brakuje kogoś ważnego. Nie wiem czy cokolwiek z tego jest prawdą. Obecnie wiem tyle, że znów siedzę sama w swoich czterech ścianach, przed kompem albo nad kolejnym listem i ani telefon nie dzwoni ani nie słyszę sygnału SMS-a. Przedwczoraj… w dwóch ramkach postawiłam sobie zdjęcia ze Stręgielka… Jedna z namiotu kiedy wszyscy leżymy, a drugie kiedy w słoneczne popołudnie na tle drzew roześmiana grupa się obejmuje. A w centrum ja i… Vinyaa. Żałuję wielu rzeczy. Mogłam tyle zmienić. Jednocześnie rozmowa z Vinyaą na osiemnastce uświadomiła mi, że nawet jeśli gdzieś będę chciała wrócić, to nie mam gdzie. Cieszę się ze szczęścia innych, ale zawsze pozostaje to ukłucie zazdrości, że nie dzielą się z Tobą radościami i smutkami. Zmieniam się, muszę przyznać, że staję się pewniejsza siebie, bardziej dumna. Może i cyniczna i złośliwa, ale zawsze ta sama Kokoro uśmiechnięta i otwarta… „…Another lonely highway in the black of night, but there’s hope in the darkness, you know you’re going to make it!”.
Dodane dziś o 19:30: Weszłam na blog jednej z osób… przeczytałam notkę. Wściekłam się i znienawidziłam… Poczułam jakby mnie ktoś uderzył w twarz, z całej siły… Pomagałam tej osobie, byłam na każde zawołanie. Mówiłam to samo co inna, słowo w słowo, bo właśnie ta inna powtórzyła po mnie… Ale to nie ja dostałam laury i podziękowania. Nie, nie chodzi o to że chciałabym aby wszyscy mi zaraz byli wdzięczni… Tylko zawiodłam się do końca… na sobie. Że nie umiem pomóc, tylko umie ktoś kto powtarza moje słowa 2 m-ce później… Boli, boli… nienawiść, jak napisał Myphos „Kolejny anioł śmierci umarł niechciany”… Ja napiszę „I kolejny kawałek nieba spadł rozbijając się o czystą taflę łez”.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS